Książka „ Nudis verbis. Suplement” zawiera zbiór tekstów rozproszonych, opublikowanych przez Józefa Mackiewicza w latach 1939-1949.
Załączona broszura-suplement z niedawno odnalezionym numerem pisma „Alarm” z czerwca 1944 roku.
W chwili kiedy Armia Czerwona przekroczyła przedwojenną granicę II Rzeczpospolitej, rozpoczęła się realizacja planu „Burza”. Była to operacja wojskowa, która rozpoczęła się w styczniu 1944 roku zorganizowana i podjęta przez oddziały Armii Krajowej przeciw wojskom niemieckim w końcowej fazie okupacji niemieckiej, bezpośrednio przed wkroczeniem Armii Czerwonej. W tym czasie Polska miała już zerwane stosunki dyplomatyczne ze Związkiem Sowieckim ze względu na zaangażowanie się Rządu Rzeczpospolitej w zbadanie odpowiedzialności za zbrodnię katyńską. W tym samym czasie nasi „sojusznicy” Wielka Brytania i USA, decydują wraz z Sowietami w Teheranie i Jałcie o przyszłości Polski bez Polaków – nie powiadamiają i nie konsultują ostatecznych rozstrzygnięć terytorialnych z Rządem RP na uchodźstwie.
Żołnierze Armii Krajowej współpracujący z Armią Czerwoną w ramach operacji „Burza” zostają masowo aresztowani przez Sowietów. Na terenach polskich zajmowanych przez bolszewików rozpoczynał się kolejny z rzędu oficjalny proces sowietyzacji. W tak dramatycznym momencie historii – Barbara Toporska i Józef Mackiewicz podejmują decyzję o powołaniu do życia czasopisma „Alarm”.
Mackiewicz w dramatycznych tonie alarmuje i ostrzega :
”… w Warszawie zacząłem wydawać podziemne pismo pt. Alarm. Pisałem w nim: Żadnej współpracy z bolszewikami! Zasadą polskiej polityki zagranicznej powinno być szukanie przeciwko Niemcom sprzymierzeńców na zachodzie, nigdy na wschodzie. W praktyce międzynarodowej nie ceni się przyjaciół całkowicie oddanych…”
Pierwszy numer gazety pojawił się w kolportażu z datą 24 czerwca 1944 roku.
W czasopiśmie czytamy:
Słyszało się za swoje artykuły nie tylko słowa podzięki. Wieleż to razy
przykrym zgrzytem odzywał się ten i ów, wiele to razy przy małej czarnej
chodziła krytyka od stolika do stolika kawiarnianego: nie można brać wszystkiego
tak defetystycznie, nie należy wiecznie malować czarnymi barwami, jednostronnie,
złośliwie przesadzać!
Nie chcę być jednostronnym. Nie chcę przesadzać. Chcę
tylko odtwarzać. Tylko prawdę i fakty, i daty, i ludzi, i ziemię zamarzłą w
skiby, i skąpy śnieg, i niebo szare, jak brudny samodział zawieszone nad krajem,
wiadomo: niebo zimowe.
[…] nagrzany wagon i mętne okna, przez które
dojrzeć, jak kłębi się para, zlewa ze śniegiem, aśnieg zhoryzontem. A potem
zimny wiatr rwie za poły na peronie. […] A koń stoi w aureoli duhy, pysk
ociera o rządowe sztachety PKP i dlatego dzwoni podwiązanym dzwoneczkiem. Wiatr
jeży sierść na jego zagnojonych bokach. Ogon w węzeł. Uszy stulone. Droga
daleka.
[…] W takiej drodze rozpacz i sanna podały sobie ręce. Chłop
rozwali się na podściółce zgrochowin, nastawi kołnierz bokiem od wiatru, bokiem
idą jego rozwaliny, łomocą i łamią przydrożne drzewka, te właśnie z pietyzmem
sadzone przez rząd. Nuuu! Zataczają płozy, szorują po grudzie i grzęzną w
zaspach na przemian, skaczą po uchabach i nieustannie dzwoni dzwoneczek. Dzyń,
dzyń, dzyń, dzyń!
Tuż, tuż pod duhą, tuż nad rozwianą grzywą. Zda się
czasami, że tylko dzwonek prowadzi i odprowadzi z powrotem. Dzwonek stanie przed
chatą, a gdy koń się zmęczy i łeb zwiesi nieruchomo, wtedy dopiero umilknie
dzwonek. Nie ma o czym mówić.
[…] Dzwonek cichutko, równiutko,
melancholijnie gaworzy bez przerwy. Czasem z górki rozszerza się widnokrąg i
zaraz niknie za drobnymi sosnami. Niebo posępne.
[…] Po deskach, po
zmarzniętym na kamień końskim gnoju, szorują sanie. Koń się natężył, rozkraczył
uda, dostał batem i prędzej poszedł pod górę, płaczliwiej zawtórował
dzwoneczek.
[…] Otulić się w dobrotliwy kożuch, co to zalatuje zapachem
baranicy, nastawić kołnierz i można snuć nić fantazji: dlaczegoż tu obok, na
słomianym siedzeniu, przykrytym derką, ongiś we wzory tkanym samodziałem, dziś
wypłowiałym od licznych niepogód… dlaczegoż obok nie siedzi Pan Premier, żeby
się mógł przekonać, znienacka porwać prawdę za gardło i stwierdzić osobiście,
czy jest ona taką? Czy słusznie tak właśnie, a nie inaczej, ujmować będziemy
sprawę wsi: Rasło, Kozinięta, Dubatówka, Żodziszki, Martyszki?
Oryginalny egzemplarz „Alarmu” zachował się w dobrym stanie. To 16 stron zwartego druku maszynowego, z czego 8 kartek formatu A4 obustronnie zadrukowanych, które nie są ze sobą połączone. Zachowały się ślady po zszywkach. Na pierwszej stronie papier jest lekko naderwany i poplamiony . Znajdują się tam niewielkie usterki, które jednak nie przeszkadzają w odczytaniu treści. „Alarm” został najprawdopodobniej powielony metodą „sitodruku” na zwykłym papierze maszynowym. Sam druk jest miejscami mniej lub bardziej wyraźny, ostatnie dwie kartki są ciemniejsze niż pozostałe to z pewnością wina papieru lub sposobu przechowywania czasopisma.
Odnaleziony „ Alarm” jest nadal żywym – materialnym świadkiem dramatycznej historii Polski…